piątek, 22 maja 2015
Od Ashland'a
Patrzałem na nią spokojnie-Pójdę już sobie, przepraszam...-odparłem po
chwili milceznia i ruszyłem w stronę wyjścia. Wilczyca stanęła mi jednak
na drodze. Spojrzałem na nią podkulając ogon i kładąc uszy po sobie.
Zaskomliłem cicho, co chciała? Dlaczego najpierw na mnie nakrzyczała, a
teraz nie pozwala mi wyjść? Czekałem na jej reakcję...
Od Jeff'a do Natashy
Obudziłem się z bólem głowy... Au, ale przecież nic nie piłem. Po chwili
poczułem ciepło czyjegoś ciała i zapach wadery oraz jednoroga. O matko,
co ja robiłem?! Zauważyłem, że koń porusza łbem i wilczyca odwraca się w
moją stronę z jakimiś ziółkami. O co chodzi? Spróbowałem dowiedzieć się
czegoś z ich myśli, wspomnień... Co? Nie! Jak?! Pustka! Nie umiem
połączyć się z ich umysłami, co jest?! Spanikowany zerwałem się z
miejsca-Co żeście mi zrobili? Nie podchodź-warknąłem do wilczycy.
-Jeff, spokojnie. O co Ci chodzi?-zapytała spokojnie, a rogacz zaczął grzebać kopytem w ziemi ostrzegając mnie.
-Co mi daliście, że straciłem moc? Dlaczego nic nie czuję? Co się tu dzieje?!-spanikowałem... Zaczynałem wpadać w Szał.
-Jeff, spokojnie. O co Ci chodzi?-zapytała spokojnie, a rogacz zaczął grzebać kopytem w ziemi ostrzegając mnie.
-Co mi daliście, że straciłem moc? Dlaczego nic nie czuję? Co się tu dzieje?!-spanikowałem... Zaczynałem wpadać w Szał.
Od Jeff'a do Nemidith
Spojrzałem na nią spokojnie. Była nasza, żaden obcy. Cofnąłem się
lekko-Dlaczego się chowasz?-zapytałem jej spokojnie i usiadłem na ziemi.
Nie odpowiedziała mi, patrzyła na mnie chyba nieufnie. Nie chciałem być
chamem i nie spróbowałem przejrzeć jej umysłu. Patrzyliśmy się na
siebie w milczeniu, a powietrze zaczęło robić się ciężkie... -Jestem
Jeff, dla znajomych Jeff' y. A Ty, jak masz na imię?-zapytałem chcąc
przerwać tą ciszę. Wysiliłem się na przyjacielski uśmiech i czekałem na
odpowiedź.-No, ja nie gryzę-wyszczerzyłem się do niej chcąc ją ośmielić.
Tak Jeff' y, zachowuj się jak idiota przed obcą waderą. Nie wiem czy to
wyobraźnia płatała mi figle, ale chyba się uśmiechnęła. Tak delikatnie.
-Jestem Nemidith-usłyszałem odpowiedź. Uśmiechnąłem się do niej.
-Powiesz mi dlaczego się chowałaś?-chciałem ciągnąć rozmowę.
-Jestem Nemidith-usłyszałem odpowiedź. Uśmiechnąłem się do niej.
-Powiesz mi dlaczego się chowałaś?-chciałem ciągnąć rozmowę.
czwartek, 21 maja 2015
Od Taravii
Zobaczyłam tego malucha w jaskini rodziców Moon. Nie wiedziałam co z nim zrobić. Jeszcze by mnie rozszyfrował.
-Ej , mały , zmiataj stąd. -Warknęłam. Basior leniwie otworzył oczy , po czym spojrzał na mnie i się trochę rozluźnij.
-Ty nie jesteś Volvery ani Alexem , ani Nel!-Powiedziałam. Zgromiłam go wzrokiem.
-Jestem twoją matką i masz stąd iść!-Warknęłam.
-Moja matka mnie zostawiła.-Zaprzeczył.
Ashland?
-Ej , mały , zmiataj stąd. -Warknęłam. Basior leniwie otworzył oczy , po czym spojrzał na mnie i się trochę rozluźnij.
-Ty nie jesteś Volvery ani Alexem , ani Nel!-Powiedziałam. Zgromiłam go wzrokiem.
-Jestem twoją matką i masz stąd iść!-Warknęłam.
-Moja matka mnie zostawiła.-Zaprzeczył.
Ashland?
Od Natashy
Spojrzałam na niego nie pewnie. Nie miałam zamiaru nic mówić o Cieniach.
Po chwili usłyszałam w myślach.
- "Natasho, gdzie jesteś ! " - usłyszałam głos Sarisa.
Szybko zamknęłam aułre by mnie nie znalazł. Lecz nie zdążyłam bo Saris wybieg nagle zarośli i walną swoim kopytem w głowę Jeffa.
Basior padł na ziemie.
- "Zabiłeś go!" -krzyknęłam do Sarisa.
Saris delikatnie szturchną Jeffa.
-" Nie, zabiłem tylko uśpiłem " - zaśmiał się Saris - " Zobaczymy kto teraz zapoluje na Jednorożce" - już chciał go przydeptać gdy krzyknęłam.
- " Saris stój, nie bądź taki" - pochyliłam się nad basiorem.
Miał na głowie niezłego guza od Sarisa.
Przyłożyłam łapę do krwiaka. Wyszeptałam zaklęcie. Guz powoli za czą znikać lecz nie zbudziło to Jeffa.
- "Saris, weź go na grzbiet " - powiedziałam podnosząc basiora.
- "Chyba sobie żartujesz !?"
Zmarszczyłam brwi.
- "Dobra " - usiadł na ziemi - "A niech tylko spróbuje przejść koło stada to tak nim się zajmę ze ni wstanie"
Spojrzałam na niego wściekle.
-" Saris !"
-" Dobra, zrobię mu kilka ran" - i wstaną
- "Nie zrobisz mu żadnej krzywdy słyszysz!" - krzyknęłam do niego.
- 'Niech ci będzie" - odparł.
Ruszyliśmy, prowadziłam go do mojej pięknej jaskini.

- "Ładnie tu" - powiedział z uznaniem Saris gdy dotarliśmy.
- "Dziękuję" - uśmiechnęłam się.
Saris oparł basiora o drzewo.
- "Co chcesz z tym basiorem zrobić" - spytał Saris.
- "Najpierw uleczę , a potem się zobaczy" - i podeszłam do kuferka.
Wyciągnęłam rośliny leczące i miskę.
- "A j a wybije mu z głowy zabijanie Cieni, i to dosłownie" - rzekł Saris.
Spojrzałam na niego.
- "Dobra, dobra" - i położył się koło basiora.
?Jeff?Saris?
Po chwili usłyszałam w myślach.
- "Natasho, gdzie jesteś ! " - usłyszałam głos Sarisa.
Szybko zamknęłam aułre by mnie nie znalazł. Lecz nie zdążyłam bo Saris wybieg nagle zarośli i walną swoim kopytem w głowę Jeffa.
Basior padł na ziemie.
- "Zabiłeś go!" -krzyknęłam do Sarisa.
Saris delikatnie szturchną Jeffa.
-" Nie, zabiłem tylko uśpiłem " - zaśmiał się Saris - " Zobaczymy kto teraz zapoluje na Jednorożce" - już chciał go przydeptać gdy krzyknęłam.
- " Saris stój, nie bądź taki" - pochyliłam się nad basiorem.
Miał na głowie niezłego guza od Sarisa.
Przyłożyłam łapę do krwiaka. Wyszeptałam zaklęcie. Guz powoli za czą znikać lecz nie zbudziło to Jeffa.
- "Saris, weź go na grzbiet " - powiedziałam podnosząc basiora.
- "Chyba sobie żartujesz !?"
Zmarszczyłam brwi.
- "Dobra " - usiadł na ziemi - "A niech tylko spróbuje przejść koło stada to tak nim się zajmę ze ni wstanie"
Spojrzałam na niego wściekle.
-" Saris !"
-" Dobra, zrobię mu kilka ran" - i wstaną
- "Nie zrobisz mu żadnej krzywdy słyszysz!" - krzyknęłam do niego.
- 'Niech ci będzie" - odparł.
Ruszyliśmy, prowadziłam go do mojej pięknej jaskini.

- "Ładnie tu" - powiedział z uznaniem Saris gdy dotarliśmy.
- "Dziękuję" - uśmiechnęłam się.
Saris oparł basiora o drzewo.
- "Co chcesz z tym basiorem zrobić" - spytał Saris.
- "Najpierw uleczę , a potem się zobaczy" - i podeszłam do kuferka.
Wyciągnęłam rośliny leczące i miskę.
- "A j a wybije mu z głowy zabijanie Cieni, i to dosłownie" - rzekł Saris.
Spojrzałam na niego.
- "Dobra, dobra" - i położył się koło basiora.
?Jeff?Saris?
wtorek, 19 maja 2015
Od Ashland'a
Bawiłem się w trawie goniąc koniki polne i motyle. Miały takie kolorowe
skrzydełka. Brakowało mi, że w wataszy nie ma wiele szczeniąt i muszę
bawić się sam. Goniłem teraz ślicznego żółtego motylka ujadając
radośnie. Czasem potykałem się o własne łapy, momentami nieświadomie
używałem mocy i znajdowałem się przed owadem. Kiedy straciłem z oczu
żółte skrzydła stworzonka zacząłem gonić wiewiórkę. Niestety weszła na
drzewo znajdujące się nad urwiskiem... Próbowałem wspiąć się za nią, ale
spod łapy osunęła mi się ziemia i sturlałem się do czyjeś jamy obijając
sobie wszystko.-Ał...-jęknąłem płaczliwie i podniosłem się do pozycji
siedzącej. Otrzepałem futerko z kurzu i rozejrzałem się. Ta jaskinia
wyglądała jakby należała do kogoś ważnego, pachniała również znanym
zapachem. Poczułem senność i ułożyłem się na cudzym legowisku... Zanim
zasnąłem zobaczyłem wilka w wejściu i od razu przypomniałem sobie w
czyjej jaskini spałem... Rodziny alfa.
Alfy?
Alfy?
Od Jeff'a
~Chciała wedrzeć się do mojego umysły, głupia-przyduszałem ją łapą. Nie
wywinie mi się tak łatwo. Próbowała mnie odepchnąć, na marne. Traciła
tylko cenne siły. Zaśmiałem się złośliwie. Moje oczy zaczęły się robić
martwe, ale pełne szału... Łapy powiększyły się.~Nie! Muszę się
uspokoić-zacząłem oddychać spazmatycznie widząc w jej oczach strach.
Wytrąciłem jej broń z łapy i powoli ją puściłem. Od razu odskoczyła.
Próbowała sięgnąć broń, ale po prostu jak ciekawskiemu szczeniakowi
przydepnąłem jej łapę
-Ał!-oburzyła się i spojrzała na mnie obrażona. Wywróciłem oczami.-Po co za mną szedłeś?-padło pytanie, a ja spojrzałem na nią skupiony.
-Nie za Tobą, za rogaczami. Należę do tych, którzy są w stanie na nie zapolować.-odparłem uśmiechając się wrednie.-Nie martw się, odechciało mi się.-rzuciłem obojętnie widząc jej minę i pozycję świadczącą o gotowości do skoku.-Spokojnie. Może zanim mnie zabijesz, przedstawisz się?-zapytał w miarę uprzejmym głosem.-Wybacz, gdzie moje maniery... Jestem Jeff, dla znajomych Jeff'y, do usług-przedstawiłem się. Widziałem, że się zawahała. Choć znałem jej imię, chciałem usłyszeć je z jej ust. Czekałem.
-Mam na imię Natasha-odparła cicho.
-Miło poznać. Zechcesz opowiedzieć mi co łączy Cię z rogaczami?-zapytałem rzucając jej broń...
Natasha? Ktoś inny?
-Ał!-oburzyła się i spojrzała na mnie obrażona. Wywróciłem oczami.-Po co za mną szedłeś?-padło pytanie, a ja spojrzałem na nią skupiony.
-Nie za Tobą, za rogaczami. Należę do tych, którzy są w stanie na nie zapolować.-odparłem uśmiechając się wrednie.-Nie martw się, odechciało mi się.-rzuciłem obojętnie widząc jej minę i pozycję świadczącą o gotowości do skoku.-Spokojnie. Może zanim mnie zabijesz, przedstawisz się?-zapytał w miarę uprzejmym głosem.-Wybacz, gdzie moje maniery... Jestem Jeff, dla znajomych Jeff'y, do usług-przedstawiłem się. Widziałem, że się zawahała. Choć znałem jej imię, chciałem usłyszeć je z jej ust. Czekałem.
-Mam na imię Natasha-odparła cicho.
-Miło poznać. Zechcesz opowiedzieć mi co łączy Cię z rogaczami?-zapytałem rzucając jej broń...
Natasha? Ktoś inny?
Subskrybuj:
Posty (Atom)