niedziela, 24 maja 2015

Od Zayack'a

Chodziłem po ziemi dojść długo. Jak ja mogłem to zrobić. Dalej niepotrafiłem sobie tego wybaczyć. Zabiłem samice. Wadere w ciąży. I to jako anioł.
- To przez ciebie - warknołem mówiąc do djala. wiedziałem, że mnie słyszy bo jako upadły anioł byłem z nim połonczony.
,, Co ty nie powiesz" - odpowiedział mi w myślach. Musze się z nim użerać całe życie. A raczej nie życie bo już jestem martwy. Nie żyje i taka jest oeawda. Choć moge być na ziemi, a inni mnie widzą jestem martwy. Postawiłem cicho łape kiedy poczułem inne wilki. Czyżby wataha. pewnie i tak mnie nie zechcom. Nagle zauwarzyłem śnieżno bjałom wadere.
,, Zabij jom" - usłyszałem głos w swojej głowie.
- Znowu. Nigdy w życiu - warknołem mu w odpowiedzi. Mjałem go dosyć. Stałem i patrzałem tylko w strone wadery. Gdybym się ruszył, ona pewnie była by już martwa.

Moon

sobota, 23 maja 2015

Nowy!

http://fc03.deviantart.net/fs71/i/2014/186/7/6/_pcm_xtaboo_by_zulei1010-d7pakwa.png

Oto Zayack , nasz morderca!

Od Nemidith

Chodziliśmy po lesie. Po raz pierwszy od bardzo dawna szłam tak z kimś, nie będąc pod przymusem. Nie odzywałam się, ale moje myśli szalały. W każdej chwili byłam gotowa do ucieczki, jednak im dłużej tak szliśmy, tym pewniej się czułam. Nie wiem dlaczego, ale Jeff wcale nie był taki straszny. Mówiąc szczerze, był nawet miły.
...
Miły. Słowo, którego znaczenie prawie zapomniałam.
Zatopiłam się w myślach, z których wyrwał mnie jego głos.

Jeff?

Od Jeff'a do Natashy

Warknąłem groźnie i skoczyłem na jednoroga. Nie miałem zamiaru pozwolić, aby jakiś koń się ze mnie śmiał. Chwyciłem go za gardło. Próbował mnie kopnąć, ale nie trafiał. Natasha skoczyła nas rozdzielić, ale zamiast mnie to ona dostała kopytem. W tym momencie ja i rogacz zawahaliśmy się. Odepchnął mnie kopniakiem w brzuch i podszedł do wadery. Uderzyłem o ścianę jaskini i osunąłem się na ziemię warcząc. Z pyska pociekła mi własna krew...

Saris? Natasha?

Od Jeff'a do Nemidith

Wyczułem jej zdenerwowanie i cofnąłem się-Wybacz-zreflektowałem się-Jak to nie wiesz czy należysz do watahy?-zapytałem zdziwiony. Spojrzała na mnie zawstydzona.-Wiesz... Potraktuję Cię jak członka stada, nie mam ochoty na gonitwę i ewentualną walkę, więc witaj w domu madame-uśmiechnął się szarmancko. Zawstydziła się jeszcze bardziej-Zechcesz towarzyszyć mi podczas spaceru?-zaproponowałem.
-Oczywiście-odparła i razem ruszyliśmy lasem...

Nemidith? Ktoś?

piątek, 22 maja 2015

Od Natashy

Patrzyłam się ze zdziwieniem na Jeffa. A po chwili sobie przypomniałam co mu dałam.
- A tak faktycznie - i odłożyłam zioła do kuferka - podałam ci eliksir który anulował na 24 moc czytania w myślach.
Znów odwróciłam się do kuferka bo zobaczyłam że Jeff powoli się nie kontroluje.
- "Saris nie atakuj go wiem co zrobić" - powiedziałam w myślach do Jednorożca.
Gdy basior podszedł do mnie szybko się odwróciłam i włożyłam mu do paszczy ziele.
Chwile się pod krztusił a potem wypluł ziele. Zanim coś powiedział odezwałam się.
- A to jest dla twojego Szału - uśmiechnęłam się
Saris ze śmiechu przewrócił się na ziemi do góry brzuchem i zaczął rżeć ze śmiechu.
Zasłoniłam usta łapą by nie dostrzegł mojego chichotu. Mine jaką zrobił była nie ziemska.

?Saris?Jeff?

Od Nemidith

- A skąd miałam wiedzieć że nie gryziesz? - oblizałam się nerwowo. Ten wilk chyba nie był niebezpieczny, jednak nie potrafiłam przekonać samej siebie i braku zagrożenia. - No i to nie mój teren.
- Nie należysz do naszej watahy? - przekrzywił łeb.
- Ja.... Nnnie wiem... - odwróciłam wzrok. Jeff zdawał się widzieć, co kotłuje się w moim umyśle. Chciałam znaleźć sobie jakąś "rodzinę", ale się bałam. Jak dotychczas nigdzie nie zabawiałam długo. Pozbywali się mnie jak niepotrzebnego śmiecia. Po tylu rozczarowaniach miałam prawo się obawiać.
Podniosłam wzrok i mnie zamurowało. Miałam pysk Jeff'a tuż przed moimi oczami. Za blisko! Powinno być co najmniej metr odstępu!
Nagle ogarnęło mnie onieśmielenie. Basior dalej się na mnie gapił.
- Cccco?!

  Jeff? Sorki że krótkie